• Wpisów:999
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:5 dni temu
  • Licznik odwiedzin:75 901 / 1517 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Usłyszeć i to jeszcze z ust człowieka, któremu oddajesz swoje serce, że Twoje źrenice powiększają się, a na twarzy pojawia Ci się uśmiech, na myśl o innym "mężczyźnie" jest jak cios poniżej pasa.
Ale zdaje sobie sprawę,że Jego to bolało bardziej, skoro myślał, że tak rzeczywiście jest.
Staram się dbać o Nas i naszą miłość.
Mam nowe cele i chciałabym by mi wyszło./Nam wyszło/


 

 
10.
Każdego miesiąca, oznaczała dla mnie ta liczba jedno.
Odwiedziny moich dręczycieli.
Dlaczego tym razem było inaczej?
Nie mam pojęcia,ale pierwszy raz chciałam, by zapukali do drzwi.
Czułam się bezpieczna i miałam nadzieje, że w końcu będzie się miał kto za mną wstawić. Ale nie przyjechali.
Może wiedzieli,że nie jestem sama, albo dali mi w końcu żyć. Dawno nie czułam ich oddechu na karku, ale telefony są nadal.
A ja głupia, jedyne co z tym robię, to wyciszam telefon z nadzieją, że moje serce się nie obudzi i nie zapyta, kto dzwoni.
Bo okłamywanie go jest gorsze, niż życie w ciągłym strachu.
 

 
Dzisiaj mam ciężki dzień. Od rana mam ważenie, że wybuchnę płaczem. Jeszcze muszę iść do pracy.
Ze stanu rozłożonej kobiety, zalegającej pod kołdrą, muszę się wprowadzić w stan, który będzie odpowiedni dla klientów.
Nie umiem się doczekać, aż wrócę położę się i zasnę czekając, aż on wróci z pracy.
Powinnam już dawno się ogarnąć- może zacznę od jutra.

 

 
Hallo... Kochamy się! Więc co mogłoby pójść nie tak?
Przeżywam teraz ciężki czas, ale wczoraj usłyszałam zdanie, które jest godne pozostania w mojej pamięci.
Zdanie, w którym zostałam uświadomiona, że nie odejdziesz. Nie zostawisz mnie mimo to, że się gubię.
Zaczynam odzyskiwać wiarę w to,że jesteśmy niezniszczalni.
Teraz tylko trzeba odnawiać fundamenty.
Na czym się wspiera miłość?
Chyba każdy to wie, ale niekoniecznie stosuje.
Zaufanie i szczerość.
Jest jeszcze jedna zasada, którą należy się kierować, żyjąc ze mną.
Jeśli Ty zamykasz się przede mną... wiedz, że ja nie otworzę się przed Tobą.
To działa w każdej sytuacji. Nie ważne, czy łączy nas miłość, przyjaźń czy nadzwyczajna koleżeńska relacja.
 

 
A My wypalamy się, jak te papierosy.
 

 
Czasem w życiu spotykają nas momenty, których wolelibyśmy uniknąć.
Aczkolwiek nie ma nic gorszego od tego, że znamy prawdę ale cierpliwie staramy się czekać, aż zostanie ona powiedziana na głos.
Od weekendu do weekendu, jesteś raniony.
Wiesz,że osoba którą kochasz kłamie Ci prosto w oczy.
Gdy przyjdzie moment w którym słyszysz jaka jest prawda, a Twoje obawy i przypuszczenia zostały potwierdzone... Coś pęka, z jednej strony cieszysz się,że w końcu to słyszysz a z drugiej zawiodłeś się, że akurat to nie było pomyłką.
Płaczesz i płaczesz...
Wychodzisz i nikt nie idzie za Tobą. Przyzwyczaj się, jesteś dorosły. Musisz sam dbać i pilnować samego siebie.

 

 
'Każdego ranka obiecuje sobie, że ci powiem, ale gdy Cię widzę pękam i jest koniec.'
 

 
Mam inną definicje idealnej pani domu i odpowiada mi ona bardziej, niż ta Wasza.
Powodzenia. Ja już się nie zmienię.
Tak, będę się bronić rękami i nogami, by nie być taka, jaką chcesz bym była na siłę.
Słowa się już nie odpowie, ale to Nasze kolejne rozmowy, które muszę zachować dla siebie.
Chciałabym, się komuś wyżalić, bo czuje się raniona, ale...
No właśnie. ALE nie chce Cię stawiać w złym świetle, bo wierzę że kiedyś będziesz mnie akceptować, gdy tylko zrozumiesz, że On naprawdę jest szczęśliwy i mam w tym wkład, myślę że całkiem spory.

 

 
Jest ciężko, ale trzeba być silną.
Dawać sobie sama radę.
Czasem, po prostu jest lepiej zostać samej. Popłakać się i za kilka minut udawać, że nic się nie stało.
Następnego dnia, odebrać telefon i sprawiać wrażenie silnej, nienaruszonej kobiety.
Kiedyś nie musiałam takiej udawać, ale teraz...
Teraz wszystko się zmieniło, w moim życiu pojawiły się osoby, które jednym zdaniem, potrafią rozbić mnie i moją pewność siebie na kawałki.
Czekam na dzień, w którym się postawię.
Powiem: Stop. Nie przeszkadza mi to, jak wyglądam. Zaczęłam kochać i akceptować siebie. Nie możesz mi wmawiać, że jest inaczej. W tyłku mam to, co oni powiedzą,bo to przecież nie oni będą oglądać mnie codziennie do końca życia i nie muszą mnie kochać.

 

 
Zawsze, jest dobra pora na to, by podnieść się z łóżka i stawić czoła codzienności.
 

 
Wszystko się toczy w takim niemiłosiernym tępię... Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że Ja stoję w miejscu.
Prawdą jest,że obstając w miejscu, cofamy się do tyłu.
Czuje to po sobie.
Jestem spokojna o przyszłość, ale pełna obaw o teraźniejszość.
Dlaczego?
Może sobie nie radzę.
Przecież wiem,jak to wszystko ogarnąć.
Trzeba przysiąść, uprzeć się i działać.
To dlaczego tego nie robię? Nie wiem.
Uciekam.
W końcu w tym jestem najlepsza.Większość życia przed czymś staram się uciec i już wiem, przed czym.
Przed ocenianiem mnie.
Ludzi potrafią się mocno pomylić, oceniając człowieka.
Większość mojego życia, pracowałam nad tym, by zdobyć ludzką sympatię. Udało mi się, ale teraz.
Teraz, wszystko się zmieni.
Wyprowadzam się i to, nad czym tyle się starałam, będzie daleko.
Będę musiała,zacząć odnowa.
Czy nadal potrafię?
Nie mam pojęcia, a odpowiedź na to pytanie uzyskam, za kilka lat.

 

 
Są dni, dzięki którym wierzę w to, że Bóg istnieje i mnie kocha, ale coraz częściej mam ważenie, że mnie opuścił.
Chodź wiem,że to ja Go opuściłam.
Każdego dnia staram się być obojętna, ale jak widać nie jest to w mojej naturze, lubię się przejmować i płakać.
Dlaczego lubię?
Nie mam innego wyjścia, muszę to lubić. Tak zostałam nauczona i w takim środowisku żyję.
W takim, że jeśli ktoś powie mi w oczy,że jestem szmatą, to nie mam prawa się obrazić i sądzić,że jest inaczej.
Już sama się robię taka jak Oni.
Nazywam kogoś "starą pizdą" i wmawiam sobie, że to jest normalne.
Może jest, ale tylko w tym domu.
Jest mi wstyd,za to wszystko. Wiem,że jestem inna i nie pasuję tutaj.
Wiedząc to obawiam się, że już nigdzie nie będę pasować.
 

 
Może rzeczywiście, powinnam podchodzić do tego z dystansem.
Lecz z drugiej strony, nie jest to łatwe.
Nie wszyscy, są w stanie tego zrozumieć, bo nikt tak na prawdę nie wie, jak było. Waham się, czy jestem gotowa, by tak po prostu zacząć opisywać to wszystko.
Nigdy, nie będę do tego gotowa, ale mimo to chcę spróbować.
Spędzając dziś dzień z własną osobą, myślałam o tym,co mam wgl do tego zebrać. Jest tyle sytuacji, które chce mu przedstawić, jak wyglądały z mojej strony.

1.
-Kłamstwa, by móc.
-Podekscytowanie.
-Początki. Pierwszy głęboki "wdech" w owym miejscu.
-"lek" na depresje.
-Poczucie akceptacji.
-Pierwszy kontakt wzrokowy z Dominiką. [*]
-Pierwszy zarobiony towar.
-Poczucie spełnienia.
 

 
To nie jest tak...
Ja, nie boję się, że nie dam rady.
Ja, boję się,że Oni nie będą widzieć tego, że właśnie daje.
Jestem silną, rozważną kobietą i wiem o tym.
Każdego dnia próbuję się zmienić,by było coraz lepiej.
Ale nie jest lepiej, sprzeczam się sama ze sobą.
Każdego dnia patrząc na wszystko co mnie otacza, podświadomość pragnie tego, by się utożsamiać z jedną konkretną osobą.
Osobą, która jest moim przeciwieństwem.
Perfekcja i ład w życiu, nie jest dla mnie obcy, ale...
no sama nie wiem. Jestem inna, nie lubię zbierać każdego śmietka i ustalać dokładny harmonogram mojego dnia.
Lubie spać do późna, a dzień zacząć w piżamie z pół zimną czarną kawą, odziana w stary szlafrok i roztargane kapcie.
Dla niektórych, to może być niedorzeczne, ale nie interesuje mnie to, czy sąsiad zobaczy mnie taką na ogrodzie, gdy wynoszę śmieci.
Może jest to powód do wstydu, a może to jest naturalny widok o poranku <przynajmniej tutaj, gdzie żyje>
Więc w czym problem?
Boję się,że nie będę taka jak Ona.
Perfekcyjna kobieta, z idealnie posprzątanym mieszkaniem, z dobrym obiadem i szerokim uśmiechem.
Mam coraz mniej czasu, by się taką stać.
Szczerze mówiąc, idzie mi pod górkę.
Każde spotkanie w tym gronie sprawia,że czuje się gorsza i mam ochotę wyjść.
Czuje to ciepło na plecach, które jest spowodowane tym, że jestem "skanowana" od cebulki włosa, do czubków paznokci, które ze strasu zatapiały się w pokrowcu mojej komórki.
Jeszcze nigdy, jedna osoba nie pobudzała we mnie, zazdrości,zażenowania,wstydu jak i także sympatii oraz "miłości".
 

 
Straciłam ją...
Zostałam sama w tym okropnym świecie.
Nie mogłam spać, bo wiedziałam, że to już koniec...
Wiem, że Ty też to wiedziałaś...
Nigdy Cię nie zapomnę, obiecuje.
 

 
Za każdym razem, gdy pojawia się kolejny napad, czuję się, jakbym była wiercona w serce.
Nienawidzę tego zła, jakie mnie w życiu spotyka.
Nienawidzę tej znieczulicy w ludziach z mojego otoczenia.
Nie zapomnę tego widoku i dźwięku.
Nie chce jej stracić...

 

 
Coraz częściej słyszę, że jest ze mnie dumny.
Tego właśnie było mi potrzeba, może jeszcze nie uformowałam sobie takich relacji o jakich marzę, ale mimo to, jest dobrze.
Jego obecność nadal mnie stresuje.
Może dlatego, że chce być tą idealną córką, której nigdy nie miał.
Pewne rzeczy mnie napędzają do działania, czuje się silniejsza i pewna siebie. Stawiam czoła codzienności i próbuję ją zmienić. Chce by było tak dobrze, bym nie musiała liczyć kratek w kalendarzu, bo w tym jestem już mistrzem. W końcu robię to, od tak dawna.

 

 
MIŁOŚĆ.
Każdy, ma swoją definicję miłość...
Ja osobiście, zrozumiałam jakiś czas temu, że miłość jest wtedy, gdy pozwalamy swobodnie odejść drugiemu człowiekowi.
Boli nas to,że jesteśmy odrzuceni, ale mimo wszystko, nie trzymamy go przy sobie na siłę. Pozwalamy odejść, ponieważ wiemy,że ta osoba będzie wtedy szczęśliwsza.
Miłość jest wtedy, gdy stawiamy kogoś szczęście wyżej, niż szczęście nas samych.
Tak czy siak...
Starajmy się mimo to, że miłość jest naturalnym uczuciem międzyludzkim. Może przyszła naturalnie, ale my mamy obowiązek to uczucie utrzymać, a także rozwijać.
To właśnie My jesteśmy intymnością i zaangażowaniem!
Bez Naszych wszelakich starań to nie ma sensu, nic nie ma sensu.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
"To jest uzależnienie od dręczyciela. Masochizm."
 

 
Przydałoby się coś napisać...
Ahh... czy rozsądne byłoby wyznać tutaj, że nie wiem, co się ze mną wyprawia? Raczej nie do końca.
Może i się gubię w samej sobie, ale ostatnia sytuacja dobiła mnie na wysoką skale.
Zeszły tydzień, był dla mnie bardzo ciężki.
Nie dlatego, że pochłonęła mnie praca.
Dlatego, że byłam sama.
Brak odzewu z drugiej strony, stawiał mnie w kropce.
Wiedziałam,że kieruje nami miłość, ale każdego dnia, gdy budząc się nie widziałam wiadomości, zaczęłam rozumieć.
Rozumieć to, że nie zawsze będę koić jego miłością ból, którym obdarza mnie świat.
Pozbawiona tego ukojenia, zaczęłam znów się zamykać.
Jak teraz z tego wyjść?
Jak potoczyć racjonalną rozmowę?
Jak nie popłakać, gdy rozmowa staje się poważna?
Za dużo pytań, ale odpowiedzi są oczywiste.
Tylko, czy ja umiem wypowiedzieć je na głos?
Nie.

Rozumiem, co ma na myśli, pisząc mi o tym. (potrzebuje/wybieram)
Aczkolwiek, moje serce nie potrafi, zgrać się z rozumem.
Nadal mam wrażenie,że nie można patrzeć na miłość, tak racjonalnie. Nie wszystko musi być nazwane...
Gdy kogoś kochasz- pragniesz go, ale zarazem potrzebujesz.
Czujesz pociąg fizyczny i emocjonalny, wchodzisz w tą miłość z całych sił i dajesz całego siebie. Nie umiem powiedzieć, że nie potrzebuje Cię, bo to jest kłamstwo.
Okłamywałabym samą siebie.
Z czego wiem?
Po porostu, już kiedyś miałam możliwość, doświadczyć tego jak to jest,gdy Cie nie ma.
Teraz, gdy wszystko wróciło do normy WIEM, że potrzebuję Cię, nie umiem funkcjonować bez Ciebie.
Jestem świadoma, że tak nie powinno być, ale tak jest.
No i trudno! Nie wszystko jesteśmy w stanie robić racjonalnie, bo tak ma być i koniec.
 

 
Zdrada, to nie tylko flirty, pocałunki czy nawet seks na boku.
W momencie, gdy kasujesz wiadomości na FB czy SMSy , tylko po to, by ktoś ich nie zobaczył... już tam jesteś... To również zdrada.
.
.
Dlatego, za każdym razem powtarzam.
Rób to, czego nie będziesz wstydził się powiedzieć na głos.
.
.
Sekret jest wtedy, gdy wie o nim tylko jedna osoba- Ty sam.
Może mam za dużo sekretów z samą sobą i nie potrafię sobie z tym poradzić?
Wydaje mi się, że mówię o nich w oczywisty sposób, a w rzeczywistości, wcale tak nie jest.
Każdy temat, zaczynam drogą okrężną i po chwili całkiem przerywam.
-Zapomniałam,
-A nie wiem,
-Nie ważne,
-Czekaj.
Nie za często, słyszeliście ode mnie takie słowa?
No i pomyśl, każde moje "nie ważne" to jeden sekret.
Mam wrażenie, że jestem z nich zbudowana.
Obawiam się, że już nikt nie dowie się, co kryje w głębi siebie.
Obawiam się, że już sama tego nie wiem.
 

 
Najtrudniejsze w życiu, jest chyba nauczyć się żyć, bez wyliczania czasu.
Bez wiecznego czekania, kiedy coś się skończy, by mogło się coś nowego zacząć.
Każdego dnia, staram się odłożyć zegarek w pracy i nie odkładać życia na później.
Gdy już mi się uda osiągnąć, to czas płynie szczęśliwiej. Zauważam dobre emocje w klientach i czerpie z nich energię.
Tego właśnie potrzebują ludzie chorzy na depresję.
Uśmiechów i dobroci od innych a nie dobrej recepty z mocnymi lekami.
Uwierzcie mi...
Da się czerpać dobrą energię tylko i wyłącznie z tego, jak np: Pani w sklepie powie nam "dzień dobry".
Tylko odpowiadajmy tak szczerze z uśmiecham na ustach, patrząc w oczy i mówiąc to z serca.
Nie mówmy "dzień dobry" tylko dlatego,że wypada.
Zmieniajmy ten świat.Zacznijmy od Nas samych, bo nie zapominajcie, że to właśnie My go tworzymy.
...
Chciałabym w tym właśnie momencie, życzyć Wam wszystkim Miłego dnia, Miłej nocy i Miłego ŻYCIA!
 

 
Myślałam nad tym, by zacząć sobie pisać tutaj, same dobre rzeczy, które mam w głowie.Zauważyłam, że niestety mój humor dużo zależy od pogody.Jak już sami zaczynacie zauważać, za oknami jest coraz szarzej i zimniej.
Nie wpływa to na mnie pozytywnie, brak chęci do czegokolwiek.
No ale dlaczego?
Życie jest pełne niespodzianek, a my tak po prostu przestaliśmy ich szukać. To co niegdyś sprawiało nam przyjemność, teraz jest ignorowane.Nie możemy tak robić!
Nie możemy całe życie liczyć dni i godzin.
Trzeba żyć tym, co jest teraz.
Nigdy nie będziecie szczęśliwi, jak będziecie rozpamiętywać o przeszłości i obawiać się przyszłości.

Sam masz kontrole, nad teraźniejszością.
Postaw sobie małe, banalne cele.
Cele takie jak:
-wypiję 2 litry wody,
-wyprowadzę się na spacer,
-przeczytam kolejne działy jakiejś książki,
-godzinkę się pouczę.
Niby takie oczywiste pierdoły, ale warto się cieszyć, jeśli przez cały dzień zrobisz to, bo tak to planowałeś i wiesz, że jesteś w stanie.
Z tygodnia na tydzień, te cele mogą się zmieniać, na bardziej czasochłonne i to nie będzie Cie przerastać.
Życie jest dla Ciebie, nie możesz z Nim walczyć!!
 

 
Bądźmy szefami naszych ust,
Byśmy nie stali się niewolnikami naszych słów...
 

 
Nie umiem tak...
Nie umiem traktować ludzi w taki sposób, jak oni traktują mnie.
Człowiek, który komplikuje mi życie i najchętniej straciłabym go z oczu raz na zawsze. jest moją codziennością. Mieszka w tej samej miejscowości, kształci się tam gdzie ja i nawet pracujemy w jednym budynku.
Nie wyobrażam sobie, być taka zarozumiała i irytująca.
Codziennie tłumaczę sobie, że to nie jej wina,że może ma jakieś problemy ze sobą.
Ale kurde!
Za każdym razem, gdy wyciągam do niej pomocną dłoń, zostaje sama wciągnięta na samo dno.
I to w tak okrutny sposób, że potrafię przemilczeć cały dzień, wrócić i po prostu się rozpłakać wiedząc, że jutro czeka mnie to samo.
 

 
Nie chcę tutaj tego opisywać.
Nie chcę nigdzie o tym pisać i mówić.
Chce wykluczyć to ze swojej głowy i życia.
Bolało mnie to i myślę je Jego też.
Obojgu jest nam ciężko po tej sytuacji...

  • awatar Gość: ty ej łocus ci chodzi? Sugerujesz że nachodzca muslim atakuje i gwałci dziewczynę? No w sumie mosz racje.
  • awatar PoProstuMarzycielka: Obojgu nam jest ciężko ale staramy się żyć od nowa choć daleko od siebie
  • awatar Gość: Bolało?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mam różne uczucia, co do tego.
Z jednej strony, strasznie mi leci czas z tygodnia na tydzień, a z drugiej ciągnie się niesamowicie...
Ale przecież nie mogę zapominać o tym, co powtarzam całe życie.
"NIC SIĘ NIE DZIEJE BEZ PRZYCZYNY"
O to właśnie chodzi.
Może dostałam ten czas, bo muszę tutaj dokończyć to, co zaczęłam?
Zdaję sobie sprawę, że muszę w końcu zrobić to, na co nie miałam odwagi i chęci.
Mam czas by wszystko nadrobić i pozałatwiać.
Wypowiedzieć słowa, które już tak długo czekają, by być wypowiedziane.

 

 
Przez chwilę, przeszło mi przez myśl, że chciałabym by osoby, które mi tak dają popalić, przez moment mieli możliwość, mieć takie wspomnienia jak Ja.
Tutaj nie chodzi o to bym została obdarowana współczuciem ,kompletnie nie to mam na myśli.
Ja po prostu, chcę być zrozumiana, by człowiek w trakcie rozmowy ze mną, wiedział co siedzi w mojej głowię, kieruje mną i co sprawia, że życie jest dla mnie aż tak trudne.
Rozmawiając z ludźmi, czuje się niekomfortowo. W mojej głowie panuje wieczny chaos, którego nie jestem w stanie ogarnąć sama.
Nie umiem się zwierzać. Czasem próbowałam, ale polegało to na tym,że po prostu przez płacz mówiłam, że nie daje rady. Ludzie traktują to jak zwyczajną chwile słabości. Problem polega na tym, że to nie jest chwila.
Ciągnie się to za mną od paru lat i nie umiem stracić tego, po pozornie pięknej drodze, którą podążam przez życie.
 

 
Przed chwilką uświadomiłam sobie, coś bardzo dla mnie ciężkiego...
Przeglądając zdjęcia, które chciałabym wywołać, jeszcze przed przeprowadzką zrozumiałam, że byłam mimo wszystko szczęśliwa. Przewijając te okropne zdjęcia dostrzegłam, że nie są takie okropne.
Widać na nim gołym okiem ten entuzjazm w moich oczach i szeroki uśmiech na ustach.
Tego nie zobaczycie już na moich zdjęciach, ten uśmiech się zmienił.
Zablokowałam się na świat, który mnie otacza.
Chciałabym być tak szczera w tym wszystkim co robię, jak kiedyś.
Nie czuć jak wszystko we mnie wygasa, jak traktuje życie z obojętnością i pogardą...
 

 
Jadąc tamtą drogą miałam potrzebę, by zatrzymać się i wejść.
Czułam, że babcia potrzebuje, bym była tam obecna.
Wchodząc w otwartą bramkę, chwyciło mi dech w piersiach.
Nie zdziwiłam się tym, ponieważ często tak miałam.
Lecz, gdy stanęłam przed grobem otulona ciemnością poczułam żal.Zdrętwiało mi ciało i w momencie poczułam, jak krew cieknie mi z ran i przemaka przez spodnie...
Położyłam dłoń w tym miejscu, ale ból nie pozwolił mi utrzymać ją zbyt długo.
Przestraszona chciałam szybko wracać do domu.
Wsiadając do samochodu spojrzałam na materiał i nic.
Ani kropli krwi, spodnie były suchutkie a rany przestały boleć.
Czując zimny powiew dochodzący z nikąd, zrozumiałam co się zdarzyło.



 

 
Dziś miałam wolny dzień.
Wolny od pracy i częściowo (przynajmniej tak myślałam) od ludzi.
Poranek spędzony z ukochanym, można zaliczyć do udanych, niestety nic nie trwa wiecznie.
Szybko pogodziłam się z faktem,że popołudniem już go nie będzie.
Wraz z jego wyjazdem zaczęło się...
Urok tego miejsca i ludzi w nim mieszkających, zrównało mnie z ziemną.
W takich momentach ludzie zdają sobie sprawę, że lubią wychodzić do pracy, ponieważ w domu nie ma wcale lepiej.
Może się gubię, może nie umiem znaleźć miejsca dla siebie *dla NAS.
Miejsca w którym nikt nie wywiera presji i nie musisz się bać, na dźwięk otwierających się drzwi.
 

 
Nie jest późno.
Aczkolwiek ja czuje się, jakbym nie spała długi okres czasu.
Szczerze?
Mam ochotę wyjść z tego pierdolonego łóżka, przypierdolić głową w lustro, a rozpryśniętymi kawałkami pociąć sobie całe ciało.
Mam wrażenie, że tylko wtedy obudzisz się rano i będziesz widział, że naprawdę mnie ranisz.
Miało być z miesiąca na miesiąc coraz lepiej, ale coraz częściej zasypiam z płaczem, na prochach, leżąc obok Ciebie.Słysząc, że jestem pierdolnięta i mam z głową.
Zasnąłeś, z jednej strony czuje ulgę, a z drugiej zażenowanie i rozczarowanie.
Czemu rozczarowanie?
Bo wierzyłam, że w końcu zrozumiałeś... <Przez chwilę byłam szczęśliwa, że tak jest...Przez chwilę>

Jutro mam bardzo stresujący dzień.
Niestety muszę sobie z tym radzić sama.
Jest mi ciężko i wiem, że nie mogę się napić, ani zabrać tabletek.
A zresztą jebać cały alkohol.
Mówiłam to raz i mogę powtarzać to wiele razy.
Rujnuje mi życie i niszczy marzenia.
Gdyby nie alkohol, to spałabym szczęśliwa, przytulona,zakochana i bezpieczna.
A teraz co?
Teraz usłyszałam coś, co jutro będę pamiętać tylko Ja.
"No i co? Chujowo Ci? To się zastanów czy wolisz mnie naćpanego, czy najebanego."
Ta...
No i w tym właśnie dniu przybyło mi zdań, które zostają mi w słowie do końca życia.
 

 
Cieszę się, że Cie mam.
Kogoś stabilnego, ale nie tak stabilnego, jak wszystko inne.
To jest taka stabilność- taka naprawdę.
Człowiek, który będzie przy Tobie, gdy wszyscy inni Cię znienawidzą. Gdy sama siebie znienawidzisz i będziesz miała nadzwyczajnie wszystkiego dość.
Na usta pcha mi się tylko jedno słowo.
Dziękuję.
 

 
Czasem, w życiu każdego z Nas, przychodzą chwilę takie jak ta.
Ta chwila, gdy wszyscy już dawno śpią, a Ty siedzisz w swoich czterech ścianach i myślisz.
Nad sensem istnienia, a może nad przyszłością?
Sama nie masz pojęcia nad czym, gubisz się już w całej swojej istocie.
W tle słychać tylko wyraźny dźwięk pianina, zupełnie tak jak w każdą samotnie spędzoną noc.
Może nadeszła ta pora, by to docenić.
Docenić to, że mamy tą chwilę dla siebie.
Gdzie nie musimy wyglądać dobrze, bo i tak nikt nie patrzy.
Możemy pobyć z samą sobą i zastanowić się, co dalej.
Czego tak naprawdę oczekujemy od życia i co robimy, by to osiągnąć.
 

 
Dziś 09.08.2017r.
Nasza 5 rocznica!
Kto by pomyślał, że 5 lat temu klepałam się po głowie mówiąc "Nie no Sabina daj se spokój, to tylko jakiś koleś z internetu."
No, ale jak już pewnie wiecie. Człowiek się uczy całe życie.
Jest to całkowita prawda.Jeśli ktokolwiek powiedziałby mi wtedy, że za 5 lat będę miała już termin ślubu i w trakcie będzie budowany Nasz dom, to z pewnością na mojej twarzy widniałby drwiący uśmieszek.
A teraz?
Teraz jestem szczęśliwa. Mężczyzna idealny, śpi sobie smacznie wiedząc, że Kocham Go jak szalona!
Wiedząc, że wszystko co robię, robię z myślą o Nim.
Jest pewny mojego uczucia, bo pokazuje mu każdego dnia (a przynajmniej staram się to robić) jak bardzo mi na nim zależy.
.
.
.
Wiecie co?
Podziwiam Go.Naprawdę trudno jest Kochać kogoś takiego jak Ja. (On pewnie by zaprzeczył)
No ale... wyłóżmy karty na stół!
Jestem specyficzna, często się obrażam, a jeszcze częściej stwierdzam, że robię to zupełnie niepotrzebnie. No ale jak to Ja, owijam się w swoje EGO i siedzę cichutko jak myszka.
Kiedy już foch mi przejdzie, przecież trzeba trochę popłakać np. o to, że chce szynszyla, że Mój wybranek nie chce zjeść obiadu, że coś mi się przypomni niekoniecznie miłego, że bla bla bla... Tak.
Gdy skończę już płakać, to dobrze byłoby przejechać się na mrożona kawkę. Więc w drogę!!
Haha nie nie nie... Przecież muszę zrobić makijaż, uczesać się, poprasować ubrania,sprawdzić czy mam wszystko w torebce, znaleźć telefon. <jeśli czegoś nie ma to znaczy, że zostawiłam to w szafie>. Przecież jestem fryzjerką, muszę się jakoś dobrze prezentować.
Ale mam też dobre strony... Nie umiem ich wymienić, jakoś mi nic do głowy nie przychodzi.
.
.
.
Opisze wam teraz mojego mężczyznę
(Kobietki uwierzcie mi, On naprawdę istnieje!)
Ma na imię Przemek(chodź częściej mówię mu Sergiusz)
Jeśli czytacie mojego bloga w miarę regularnie to możecie mieć o Nim jakiekolwiek pojęcie.
Z zawodu jest górnikiem (Nie życzę Wam, byście kiedykolwiek się martwiły o swojego mężczyznę, jak ja o Niego, gdy zjeżdża na dół)ale potrafi robić wszystko i wcale nie chodzi mi tu tylko o rzeczy takie, jak naprawianie kaloryfera, czy kafelkowanie.
Każda kobieta marzy, by nie musieć się samej czesać, robić sobie sama paznokcie hybrydowe i inne tego typu rzeczy. <ja już nie muszę marzyć>
Będąc z Nim jestem w niebie i wcale nie przesadzam.
Jest bardzo inteligentny(studia, rozwój i te sprawy)
Potrafi rozsądnie spojrzeć na parę aspektów, z którymi Ja nie do końca umiem się ogarnąć.
CZYTA, książki i to dobre książki, a nie jakieś kolorowe czasopisma!
Kurcze tyle tu jest tego wymieniania,że mogłabym tak całą noc. No niestety, ale wstaje o 6: 00 ponieważ Przemek z samego rana wstaje, aby skracać czas budowy. Nie umiałabym spać wiedząc, że on ciężko pracuje nad tym,byśmy mogli razem mieszkać. Więc postanowiłam ruszyć swój tyłek rano i chociaż porobić coś w tym domu w którym obecnie mieszkam.
.
.
.
Kochanie...
Wiem,że prędzej czy później, będziesz to czytał.
Chciałabym, byś wiedział, że nie tylko Cię Kocham.
Jestem też z Ciebie dumna, że tak zmieniłeś swoje życie, że wygrałeś z nałogami i masz w końcu nad wszystkim, co robisz kontrolę.
Szanuje Cię, za to jaki jesteś i za to co potrafisz zrobić, jeśli ktoś tylko Cię o coś poprosi.
Masz dobre serce i cieszę się, że znalazłeś w Nim miejsce na kogoś takiego jak Ja.
 

 
Założyliśmy coś takiego, jak rocznik.
Przyleciała prośba w moją stronę, bym każdego dnia pisała chodź jedno zdanie, pod widniejącymi tam datami.
Niby nic trudnego dla człowieka takiego jak Ja.
Kocham pisać i wiem jak ładnie ubrać myśli i przelać je na papier.
Ale... siadając przy biurku i otwierając rocznik, jedyne nad czym myślę jest to, że mam do dyspozycji pół strony na jeden dzień i nie mogę pisać czegoś za bardzo osobistego(mogę ale nie chce by ten rocznik był złym wspomnieniem).
Czasem czytam parę kartek do tyłu i pojawia się przed moimi oczyma widok, czytającej to nastolatki.
Prędzej czy później moja córka będzie chciała go przeczytać.Chce by robiła to z przyjemnością, by nie miała kompleksów na swoim punkcie.
Nie chce by była jak Ja, ale zależy mi nad tym, żeby spotkała na swej drodze człowieka, który ją obdarzy taką cudowną miłością, jaką robi to teraz jej tata.
By czuła się kochana, wstawała każdego ranka i wiedziała jak wygląda prawdziwa miłość.
Taka jak między mamą i tatą.(Nie wszystkie dzieci mają możliwość dostrzegania, czym jest prawdziwa miłość i myślę,że ten fakt boli każdego człowieka, nie tylko mnie)