• Wpisów:1040
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 15:11
  • Licznik odwiedzin:77 682 / 1644 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czasem się zastanawiam, czy jestem świadoma tego, co się dzieje wokół mnie.
Czy ludzie, którzy mnie otaczają, są świadomi tego, co się dzieje ze mną.
Z upływem czasu, zaczynam dostrzegać wiele rzeczy, na które wcześniej nie nakładałam jakiegoś szczególnego nacisku.
Szkoda.
Może gdybym widziała (albo inaczej) chciała widzieć parę spraw, to zmieniłoby się w pewnym stopniu moje nastawienie.
Nastawienie, które jest nijakie.
Czy przez to mogę być niestabilna emocjonalnie?
Nie chce, by kiedykolwiek doszło do sytuacji, gdy osoba którą kocham, zastanawiał się, czy może powiedzieć mi prawdę. Czy może lepiej coś przemilczeć, by było mi lżej.
Nic bardziej złudnego.
 

 
No i mija kolejny dzień...
Czuje,że się marnuje. Nie robię nic.
No tak,posprzątałam, zrobiłam dwa razy pranie, napiłam się kawy.
Normalne domowe porządki.
ALE może powinnam zrobić porządek z sobą.
Nie chce omijać luster, chodzić ubrana od stóp do głów, gdy na zewnątrz jest upał.Nie chce się brzydzić samej siebie. Stoję przed tym lustrem, a chwile później szybkim krokiem idę w stronę toalety.
Nie, to nie jest bulimia.
Mieliście kiedyś coś takiego,że patrząc na swoje odbicie w lustrze po prostu wymiotowaliście z obrzydzenia?
Ja tak mam. Jest to silniejsze ode mnie i wstydzę się tego.
Mój wygląd, jest powodem wiecznego stresowania się, przed każdym spotkaniem z jakimikolwiek nowymi ludźmi.
To przez to jestem zamknięta. Nie umiem komuś zwrócić uwagę,że robi coś źle, że rani mnie swoim zachowaniem. Tylko dlatego,że jestem wdzięczna ludziom,że w ogóle ze mną mają ochotę czasem porozmawiać.
Są też ludzie, którzy widząc, jak płacze sami mnie przytulają. Wiedzą,że ja pierwsza nie rozłożę rąk.
 

 
Dlaczego to się wszystko na mnie odbija?
Ahhh... Nigdy nic nikomu nie ukradłam,nie zniszczyłam i nigdy nikogo nie wykorzystywałam.
I co?
Każdego dnia, gdy się budzę, wszystko zaczyna się od nowa.
Każdy na każdego narzeka, wszyscy mają coś do powiedzenia. Chyba najbardziej ich boli to, że Ja siedzę i tylko słucham, nie udzielając się na te tematy.
W ten oto sposób staje się najgorsza.
Za rok <-10 dni> już mnie tutaj nie będzie, a w głowie siedzi mi tylko jedno.
Czy w tym domu cokolwiek się zmieni?
Nie sądzę.
To moje życie zmieni się kolosalnie.
Będę w Naszym domu i nikt nie będzie mnie ciągną w dół.
Teraz wyszło tak, jakbym narzekała na swoją rodzinę.
Oni naprawdę są dobrymi ludźmi, ale nie widzą to, jak bardzo ich słowa, rzucone kompletnie na wiatr, potrafią zranić. Szczególnie człowieka, tak wrażliwego jak Ja.
.
.
.
Może ktoś z Was wie, jak to odkręcić?
Już jako dziecko udawałam,że nie mam uczuć.
Dlaczego to robiłam?
To proste. Robiłam z siebie człowieka nietykalnego, takiego bez uczuć, bez jakiegokolwiek poruszenia patrzyłam jak ludzie mówią źle, na innych i na mnie.
W mojej słabo rozwiniętej podświadomości, miałam zapisane jedno zdanie.
"Jeśli ludzie będą myśleć,że nie mam uczuć, to nie będą próbować ich ranić."
Niestety wniosek wyszedł taki, że nie ma ludzi nietykalnych.Są tylko i wyłącznie Ci, co dobrze potrafią się ukrywać.
 

 
Większość społeczeństwa przyjęło teorie, że ludzie się nie zmieniają. Do niedawna sama tak myślałam, nie wiem co mną wtedy kierowało.
...
Wczorajszego wieczoru spotkałam kobietę, która pomagała mi wyjść z depresji. Minęło od tej pory sporo czasu. Widząc mnie, nie zareagowała w żaden sposób.
Po porostu mnie nie poznała.
No tak...Dziewczyna ubrana na czarno z torbą, na której widnieje napis "Bo grunt do bunt, a bunt to człowiek z gruntem pod nogami" niczym nie przypominała kobiety, która stała odziana na biało, z wyraźnym zadowoleniem na twarzy.
Po dłuższym wpatrywaniu się w jej osobę, z mojego gardła wyrwało się niewyraźne " Pamięta mnie Pani?"
Chwilkę czekałam na odpowiedź, ale ku mojemu zadowoleniu zabrzmiała ona "Tak." Uśmiechnęłam się jeszcze mocniej i rozpierała mnie duma, że gdzieś tam w głowie utkwiłam jej Ja. Jeszcze większą radość sprawiło mi jej pytanie, w którym nadzwyczajnie spytała mnie, jak mi idzie w życiu. Nawet nie myślałam, że to pytanie sprawi mi taką przyjemność. Stojąc dumnie odpowiedziałam, że świetnie.
I zauważyłam ten wyraz twarzy...Ten sam, którym obdarowywała mnie każdego dnia w szkole, gdy tylko widziała, że na moich rękach nie ma nowych ran, mimo to,że wie jak jest mi trudno.
...
A teraz krótki apel, do wszystkich rodziców, którzy czytają tego bloga.
Może dla Was to oczywiste,że jesteście dumni z Waszych dzieci i że ich Kochacie.
ALE... Mówcie im o tym! To co wydaje się oczywiste dla Was, niekoniecznie może być oczywiste dla Nich.
Każdy człowiek, potrzebuje słów takich jak:
Jestem dumna,Kocham Cię, zrobiłaś to dobrze, Świetnie dziś wyglądasz.
KAŻDY...bez względu na wiek.
 

 
Może ludzie, którzy mnie znają nie uwierzyliby w to, co tutaj teraz napisze. Trudno.
Nie lubię alkoholu, wręcz go nienawidzę.
Komplikuje mi życie. Ludzie po nim są straszni. Najbardziej to widać, gdy inni piją a Ty nie.
Pojawia się agresja, kłótnie i płacz.
Patrzysz w oczy osobie, którą kochasz i po prostu się boisz. Masz ochotę nie ingerować w nic, co się dzieję i po prostu odpuścić, lecz nie możesz tego zrobić.
Dlaczego?
Bo po prostu KOCHASZ.
Kochasz tą osobę i dobrze wiesz,że nie jest Ci obojętna.
Nie spuszczasz jej z oczu, ponieważ boisz się, że stanie się coś złego. Chodzisz krok w krok, za tym człowiekiem sprawdzając,czy nic i nikt go nie rani, że sama nie zauważasz, jak jesteś raniona właśnie Ty w między czasie. Zapominasz o tym, jak bardzo cierpisz. Nie przychodzi Ci to nawet na myśl.
Co dostajesz w zamian?
Chciałabym powiedzieć "NIC"no ale nie mogę...
Bo przecież dostajesz awantury, przekleństwa, wypominanie, narzekanie i widoki, których najbardziej boją się Twoje oczy.
Co dalej?
Nic.
Jeśli masz szczęście, to ten ktoś pójdzie spać, wielce obrażony. A ty w zaciszu swojej sypialni będziesz mogła pilnować, by się nie udusił, nie uciekł, ani nic nie odpierdolił.
A jeśli nie masz szczęścia, to z godziny na godzinę przyglądasz się, jak Twoje życie się kruszy, jak wysuszone rośliny, które zawładnęły życiem co po niektórych...
 

 
Założyłam tego bloga, by wylewać na niego to, co mi zgniata serce.
Pisze tutaj to, z czym naprawdę nie umiem sobie poradzić w ciszy wypełniającej moje ciało.
Myślałam, że ta sytuacja, która wydarzyła się wczoraj nie poruszy mnie na tyle,bym musiała tutaj o tym pisać.
Niestety, myliłam się.
Ten dzień <dzień świętowania moich urodzin> już rano rozpoczął się chujowo.
Niby takie błahostki...
Niepasujący mi kolor włosów <który nic się nie zmienił, a ubiegłego dnia był idealny>
Źle leżąca sukienka, twarz jakaś taka niewyraźna, i stres spowodowany spotkaniem z teściami<po 6 miesięcznej przerwie>
Ale nie było ze mną źle. Chodź mój wyraz twarzy w tym dniu dawał do myślenia. Tak bardzo chciałam ukryć, sama nie wiem co. Coś we mnie siedziało <Chyba nadal siedzi>
Na doprawienie dnia, spełniły się moje "obawy".
Nie przyszedł. Kurcze, niby mówiłam od samego początku,że i tak jego obietnice nic nie znaczą i nie przyjdzie.
No ale... w głębi duszy siedziała we mnie nadzieja. Nadzieja na to,że nie będzie takim prostakiem i skoro dał słowo, to go dotrzyma.
Niestety.
Sama w to nie wierzę, ale po prostu było mi przykro. Jestem tylko człowiekiem i mam w sobie emocje.
Był to ważny dla mnie dzień <miał takim być> ale okazało się inaczej. Chciałam, by ten dzień się skończył. Nie miałam siły już na nic. Wszystko było mi obojętne.
 

 
Wprawiasz w ruch moją krew, stając się sercem.
 

 
Wiecie kim jestem?
Powiem Wam. Jestem zwykłą ćpunką.
Kobietą, która upadła na dno, która udaje tylko,że żyje tak, jak powinno się godnie żyć.
Od czego to się zaczęło?
Towarzystwa? Zmuszania? Ciekawości?
Nie, to nie o to chodzi...
Zaczęło się od szukania akceptacji. Nie znalazłam jej w rówieśnikach, rodzicach a nawet w samej sobie.
Już wchodząc do gimnazjum, zaczynałam dzień od porannej dawki ekstazy. No tak, wtedy wszystko było, po prostu zajebiste i tylko tyle mi wystarczyło.
Oczywiście wiedziałam,że robię źle.
Co robiłam, aby się z tego wyrwać?
Zatapiałam się w problemach innych ludzi.
Zaczynający od dziewczyny z urojoną depresją, ukończywszy na starym kryminaliście, który był ojcem kumpla z Mojej szkoły.
Rok po tym, pojawił się On <Mój przyszły mąż>A razem z Nim pojawiały się także różne fakty o Mnie, o których sama nie miałam bladego pojęcia.
Fakty takie jak: Moja depresja, bezpłodność,podskoki prolaktyny.
Wcześniej miałam na to wyjebane, no ale teraz nie umiem.
Przejmuję się, a nawet staram.Wiem, nie widać to po mnie, ale na prawdę tak jest. Mimo moich starań i myśli,że w końcu się wszystko ułożyło w głowie nadal siedzi mi to zdanie
"Narkoman zawsze zostanie narkomanem"
Gdybym tylko miała osobę, która wtedy by podała mi swoją rękę. Może nie cierpiałabym odkładając to dziadostwo.
No, ale nie miałam. Trudno.
Lecz jednego nie umiem znieś...
Jeśli Ja jestem tą osobą, która wyciąga rękę Tobie z tą pomocą. To do jasnej cholery, przyjmij tą pomoc.
 

 
Odzwyczaiłam się, od tych nocnych telefonów.
Tamtej nocy mnie zaskoczył.
Zadzwonił, jak gdyby nigdy nic, gdy Ja spałam obok mężczyzny swoich marzeń-swoich spełnionych marzeń.
Przez chwilę zawahałam się, by odebrać.
Sama nie wiem dlaczego, przecież czekałam na ten telefon. Czekałam, na jakikolwiek gest z Jego strony.
Gdy w końcu się doczekałam padło pytanie
"Kochanie, kto dzwoni?"
Z odruchu Moja odpowiedź brzmiała
"Nikt"
Teraz, gdy tak o tym myślę...Wiem,że to wcale nie był odruch. To naprawdę był "Nikt".
W tym oto czasie, zdałam sobie sprawę, że to nie jest ta sama osoba. Ja, patrząc teraz w Jego oczy, szukam tego człowieka, którym był kilka lat temu. Nie umiem go znaleźć. Dlaczego? Bo Jego już dawno nie ma.

 

 
No i przyszło.
Boże dziękuję!!Jestem taka szczęśliwa,że rozsadza mnie energia. Mam szanse. Nadzieja znów do mnie wróciła.
Może w końcu wszystko będzie takie, jakie powinno być.
Oddałabym całe pieniądze tego świata,żeby tylko Nam z tym wyszło.
Nie chce znów się nakręcać. Chce po prostu wierzyć i trzymać się tego.
Nie schodzić w inną drogę, tylko i wyłącznie dlatego, ze nie jestem pewna, dokąd ona prowadzi.
Nie uciekać od problemów, tylko zacząć sobie z nimi radzić.
Chciałabym wierzyć w to, że jestem taka silna jak mówi On. To,że rodzina całymi dniami wmawia mi, że jestem gównem nie znaczy, że mam dawać to sobie wmówić!
.
.
.
OBIECAŁAM SOBIE ŻE SIĘ NIE PODDAM ŻE BĘDĘ WIERZYĆ ŻE SIĘ UDA NAWET GDY WSZYSTKO INNE BĘDZIE WSKAZYWAŁO INACZEJ


 

 
Znów mam z nią kose...
Ahh...Wiem, że ją ranie. Nie chce tego robić,
niestety moja podświadomość robi to z automatu.
Raniąc innych <świadomie czy też nie> najbardziej ranię siebie.Nie śpię, nie potrafię myśleć o niczym innym.
Chce już skończyć to wszystko. Mieć spokój i ukojenie.
Wstawać razem ze słońcem i patrzeć jak mężczyzna, którego Kocham leży obok.
...
Chce być szanowana tak, jak Ja szanuje innych.
Chce by ktoś Mi pomógł tak, jak Ja pomagam innym.
Chce być kochana tak, jak Ja kocham.
...
Ludzie mówią, że wszystko do Nas wraca.
Jeszcze się nie spotkałam z czymś takim, żeby ktoś mi zaoferował pomoc, bez mojego proszenia o nią.

 

 
Nie, nie, nie...
Tylko nie to.
Kurwa.
Przecież nie mogę.
Muszę być rozsądna. Dlaczego, popełniam te błędy z których wszystkich chce wyciągać?Nie mogę robić sobie krzywdę. Co ja powiem, kiedyś moim dzieciom? Właśnie...dzieciom.
Kogo ja oszukuje. Chyba tylko samą siebie.
. . .
Kocham Go. Przez to chyba, jest mi przykro, że On kocha mnie.
Nie mogę dać mu potomstwa.
Nie umiem być żoną, którą będą mu zazdrościć.
Jestem nikim.
Jaką pełnie rolę w tym świecie? Jestem tylko po to, by przeszkadzać i zjadać zdrowie innych.

Spokojnie, już mnie nie ma.
(Jeśli nie wiesz co robić dalej- Milcz. Tylko cisza z Twojej strony, przestanie ranić ludzi, których Kochasz.)
  • awatar Gość: Niektórzy potrafią zdradzić wielką milosc w ciągu jednej nocy i wrócić do dawnego gowna i gnoju. Bezwartościowe uczucie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-Co mam teraz zrobić?
-Nie mam pojęcia, co Ci powiedzieć.
-Poddaje się.
-I to chyba najlepszy pomysł.
Pamiętasz jak siedziałaś cicho i udawałaś,że wszystko gra?
-No tak, pamiętam.
-No właśnie, chyba wszystkim pasuje, jak jesteś taka "nieobecna" tak jak wtedy.

 

 
Mam wrażenie, że to znów do mnie wraca...
Jest dokładnie tak samo.
Kładę się spać z płaczem i wstaje o świcie z płaczem.
Serce nawala jak opętane.
Tak pustka, ten sam strach, no i oczywiście ta Cisza.
Uczucie beznadziejności przyszło z dnia na dzień.
Patrząc na telefon zapewne znów zobaczę tylko wiadomości meldujące się.
Wiadomości takie jak:
"wstałem" "Jade do pracy" "Wróciłem" "Kocham Cię dobranoc"
Ale czego ja sie czepiam? Przecież to wszytko moja wina.
Jestem popierdolona i zawsze muszę coś zjebać.
Mam ochotę rzucić się z mostu i dać ludziom święty spokój.
Niestety nie zrobię tego. Dlaczego? Ponieważ nie jestem egoistką.
Jeśli to robie to nie jest tak, że nie myślę o Was.
Myślę i to za dużo. Świadomość że Was krzywdzę jest najgorsza... Ale uwierzcie mi, ja też mam prawo czasem się poddać.
Cały czas wspieram Was żebyście nie robili głupot.
Byście się nie przejmowali zagrożeniem z chemii, bo dacie sobie radę,
byście nie ćpali bo jesteście silni i dacie radę przestać,
byście się nie okaleczali, bo to wasze piękne ciało nie zasługuje na krzywkę.
I teraz gdy z Wami jest dużo dużo lepiej to zrozumcie...
Ja też kurwa czasem potrzebuje Waszego wsparcia!!
A Wy zamiast mnie wspierać chodź trochę to wymuszacie na mnie poczucie winy, nazywacie mnie egoistką i wypominacie jak bardzo Was krzywdzę swoim zachowaniem. No ludzie. Kurwa...


 

 
Ram Dass radzi, by "nigdy nie wyrzucać nikogo ze swojego serca". Sugeruje, by stało się to zasadą dotyczącą wszystkich kontaktów międzyludzkich.Możesz innych dyscyplinować, wyrażać im swoje niezadowolenie,a nawet gniew ale nigdy nie wyrzucaj ich ze swego serc. Ale w tej zasadzie kryje się też haczyk: musisz najpierw sam znaleźć się w swym sercu!
 

 
Nie ważne, jak dobra/dobry chcesz być dla ludzi.
I tak wyjdziesz, jak ten najgorszy skurwiel.
 

 
Jest Moim przyjacielem i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Kocham go jak brata.
Stanę za Nim murem i jestem pewna,że On za Mną też.
Niestety, jestem zmuszona by powiedzieć,że mimo wszystko liczyłam,że nie zrobisz tego znów.
Nie zdradzisz Jej.
Kurcze, Ona jest naprawdę wspaniałą, porządną dziewczyną i nie zasługuje na takie traktowanie.
Czy naprawdę warto, zranić Ją dla kilku nagich fotek kobiet,które mają w dupie to, kim jesteś?
Nie, nie warto! Ale nie umiem Ci tego wytłumaczyć.
. . .
Dla większości Naszych wspólnych znajomych, to niedorzeczne, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Połowa mówi mi szczerze w twarz to, że nie jest w stanie uwierzyć Nam, że nie jesteśmy o siebie nawzajem zazdrośni.
Nie umiem im tego wyjaśniać, to skomplikowane bardziej, niż są w stanie sobie to wyobrazić.
Jestem ciekawa, jak Ty im to wyjaśniasz?
Bo jestem pewna, że Ciebie też o to pytają.
. . .
Dlaczego, nie jesteśmy "Parą"
Odpowiedzi jest kilka i są bardzo proste.
-On jest Skurwysynem, a ja jestem Jędzą.
Oboje o tym wiemy i nie oszukujemy się nawzajem, co do tego.
-On zdradza, a ja za dobrze Go znam, by dać się oszukać.
-Często rani ludzi i nie chce nigdy mieć okazji, by zranić mnie.
-Mamy zupełnie inne hierarchie wartości.
-Charaktery te same, lecz używane w inne sposoby.
-Nie mamy do siebie pociągów fizycznych.
Ja wiem,że jest przystojny. On twierdzi,że świetnie go czaruje. ALE to by było na tyle.
<Źle bym się uprawiając miłość z bratem>
-Rozmowy. Jeśli bylibyśmy w związku, wszystko poszłoby się paść! On by mi nie mówił tego, co słyszę na każdym wspólnym spotkaniu. Ja też bym się zamykała na pewne tematy. Wiem,że rozmawia ze mną dużo więcej niż z innymi. Wiem rzeczy o których nikt nie ma bladego pojęcia i niech tak zostanie.
- No i najważniejsze.
Kocham Mojego obecnego Narzeczonego! Nigdy bym go nie zamieniła, na żadnego innego faceta. Wywalczyłam sobie Jego miłość nie po to, by dać się ranić komuś innemu.
-
  • awatar † CiaoLife †: @gość: Po czym wywnioskowałeś,że szczęściarz?
  • awatar Gość: Najwyraźniej łączy was bycie niegrzeczynm. Biedna dziewczyna a z twojego Narzyczonego szczęściarz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Weekend miną, jedyne co chce powiedzieć to...
NIE UDAŁO NAM SIE, JEST MI SMUTNO, BOLI MNIE SERDUSZKO.
Ale go kocham niezmiernie! Zrobię dla Niego wszystko.
Niestety, moja głupota nadal mnie wyprzedza.

Dziś odniosłam wrażenie, że w końcu udało mi się wszystko poukładać.
W głowie mam porządek.
Pogoda jest piękna, załatwiłam formalności w szkole,pozwoliłam sobie na odpoczynek psychiczny i chyba mi się udało. W końcu czuje,że dam sobie z tym wszystkim radę. Przecież mam wsparcie.
Mam Ją i Jego, a to jest chyba najważniejsze.
 

 
Ciekawe, która z Nas pierwsza znajdzie trochę czasu, dla tej drugiej. [*]
 

 
Coś czuje,że po tym weekendzie, będę miało dużo do opisywania.
Czy to będzie szczęśliwa historia, czy niekoniecznie, dowiemy się po tych paru incydentach, które się wydarzą.
Słowo klucz? Hmmm... wiele ich jest.
-#przyjaźń <po takim spotkaniu zawsze jest coś ciekawego>
-coś co dziś zapoczątkowałam z Arletą #pakt
-sobotni wieczór #wyniki
-całokształt #abstynencja
...
No więc...mam do zdobycia 4 punkty.
Zobaczymy, ile z nich jestem w stanie zdobyć.
Mam nadzieję że wszystkie 4.
...
A teraz pora usiąść, napić się kawki i patrzeć, jak to Moje życie się toczy dalej.