• Wpisów:1077
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:9 dni temu
  • Licznik odwiedzin:79 694 / 1764 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nienarodzone dzieci nie odchodzą...
One tylko zmieniają termin przyjścia na świat.~Jan Paweł II
 

 
Czasem się zastanawiam, skąd biorę tą siłę.
Siłę do życia, wybaczania i przetrwania.
Prawda jest taka, że wcale nie jestem silna, jestem niesamowicie słaba, ale utrzymuje się w jednym- w walce.
Umiem zawalczyć o to, co jest dla mnie najważniejsze.
Jeśli wtedy, około 6 lat temu zaczęłam walczyć, to dlaczego teraz miałabym się poddać?
Straciłabym wszystko. Moje życie rozpadłoby się doszczętnie i to jeszcze o jakąś pierdołę.
Bez sensu... Dlatego mam takie, a nie inne podejście.
 

 
Mam dość tego wysłuchiwania.
Okey, rozumiem. Pewne rzeczy, mają prawo Nas ranić i ujawniać niekontrolowany prymitywizm.
Kiedy to staje się niezdrowe?
Gdy do kobiety, której po wielokrotnym staraniu udało się stworzyć życie powiesz, że szkoda Ci tego dziecka i że nie zasłużyło się na nie.
To, co o tym myślę, nigdy nie wypowiem na głos przy Tobie, bo mam w sobie coś takiego jak empatia.
Ale moje zdanie jest takie, że jeśli ktoś nie zasłużył na dziecko, to po prostu go nie ma.
Wiem to po sobie. Pamiętam zdania takie jak
"Człowiek, który nie chce żyć, nie powinien dawać życie"
Zdanie to usłyszałam dawno, od osoby którą kocham.
Miało taką nieprawdopodobną moc ranienia mnie w serce.
Aczkolwiek teraz już wiem,że to prawda.
Gdy naprawisz samą siebie, to dostaniesz to co jest najważniejsze w życiu.

Czuje tą nie ustępującą walkę, między Nami.
 

 
No to teraz, zostało Nam rosnąć!
Mamusia i Tatuś już są z Ciebie dumni fasolko Nasza <3
 

 
To tylko kot.
 

 
-Czemu czekasz do piątku?
Mnie by już dawno zjadała ciekawość.
-Ahhh... nie rozumiesz.
Jeśli staramy się od marca i za każdym razem, byłam ciekawa i w pewnym sensie "szczęśliwa" to potem rujnowało mi się wszystko.
Teraz gdy wiem, że znów czeka Nas rozczarowanie.
Wole nie robić nic, by cokolwiek sprawdzić.
.
.
.
Człowiek może starać się być całe życie twardym.
Aczkolwiek przychodzi taki moment, w którym ból psychiczny, łączy się z bólem fizycznym.
To w tym czasie wszystko widać.
  • awatar † CiaoLife †: @gość: Ta informacja w żadnym stopniu nie wpłynie na Twoje życie. Nie sądzę żeby odpowiedź na to pytanie była konieczna.
  • awatar Gość: Współczuję, a to które z was nie może?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Już zdążyłam zapomnieć, jakie zło kryje się w ludziach.
Człowiek jest w stanie, skrzywdzić swojego bliźniego, dla chwili przyjemności, o której za miesiąc i tak nie zostanie śladu.
Usłyszałam już dużo historii, o molestowaniach przez tymczasowe rodziny, bicia przez rodziców i naruszania cielesności, przez własnych braci.
I wcale nie były to tematy w telewizji.
Były to po prostu, zwierzenia ludzi z mojego otoczenia.
Którzy otwierają się przede mną, nawet mnie nie znając.
Kiedyś mnie to jeszcze dziwiło, ale teraz już rozumiem, że ja po prostu taka jestem. Ludzie mi ufają, nie mając czasami o mnie bladego pojęcia.
Staram się pomagać. Wiem, że sama rozmowa ze mną, dużo daje.
Osobiście, jestem osobą zamkniętą.
Nikt, do końca nie wie, jaka jestem i co mam w głowię.
*CZASEM KŁAMIE, ŻEBY INNYM BYŁO LŻEJ*
 

 
Prawda jest jasna dla tych, którzy widzą.
 

 
Są noce, w których wszystkie marzenia idą się jebać.
Ty jesteś nikim a jedyne co masz, to człowiek który w Ciebie wierzy.
Zapominasz jak to jest, gdy nie boli.
Zapominasz jak żyć, by wszystko wyglądało okey.
Ubierasz się w dobrą energię ale tylko w weekend, gdy On jest.
Oduczyłaś się płakać, bo to nie ma sensu. Bardziej to rani ludzi którzy na to patrzą, niż pomaga Tobie.
 

 
Usłyszeć i to jeszcze z ust człowieka, któremu oddajesz swoje serce, że Twoje źrenice powiększają się, a na twarzy pojawia Ci się uśmiech, na myśl o innym "mężczyźnie" jest jak cios poniżej pasa.
Ale zdaje sobie sprawę,że Jego to bolało bardziej, skoro myślał, że tak rzeczywiście jest.
Staram się dbać o Nas i naszą miłość.
Mam nowe cele i chciałabym by mi wyszło./Nam wyszło/


 

 
10.
Każdego miesiąca, oznaczała dla mnie ta liczba jedno.
Odwiedziny moich dręczycieli.
Dlaczego tym razem było inaczej?
Nie mam pojęcia,ale pierwszy raz chciałam, by zapukali do drzwi.
Czułam się bezpieczna i miałam nadzieje, że w końcu będzie się miał kto za mną wstawić. Ale nie przyjechali.
Może wiedzieli,że nie jestem sama, albo dali mi w końcu żyć. Dawno nie czułam ich oddechu na karku, ale telefony są nadal.
A ja głupia, jedyne co z tym robię, to wyciszam telefon z nadzieją, że moje serce się nie obudzi i nie zapyta, kto dzwoni.
Bo okłamywanie go jest gorsze, niż życie w ciągłym strachu.
 

 
Dzisiaj mam ciężki dzień. Od rana mam ważenie, że wybuchnę płaczem. Jeszcze muszę iść do pracy.
Ze stanu rozłożonej kobiety, zalegającej pod kołdrą, muszę się wprowadzić w stan, który będzie odpowiedni dla klientów.
Nie umiem się doczekać, aż wrócę położę się i zasnę czekając, aż on wróci z pracy.
Powinnam już dawno się ogarnąć- może zacznę od jutra.

 

 
Hallo... Kochamy się! Więc co mogłoby pójść nie tak?
Przeżywam teraz ciężki czas, ale wczoraj usłyszałam zdanie, które jest godne pozostania w mojej pamięci.
Zdanie, w którym zostałam uświadomiona, że nie odejdziesz. Nie zostawisz mnie mimo to, że się gubię.
Zaczynam odzyskiwać wiarę w to,że jesteśmy niezniszczalni.
Teraz tylko trzeba odnawiać fundamenty.
Na czym się wspiera miłość?
Chyba każdy to wie, ale niekoniecznie stosuje.
Zaufanie i szczerość.
Jest jeszcze jedna zasada, którą należy się kierować, żyjąc ze mną.
Jeśli Ty zamykasz się przede mną... wiedz, że ja nie otworzę się przed Tobą.
To działa w każdej sytuacji. Nie ważne, czy łączy nas miłość, przyjaźń czy nadzwyczajna koleżeńska relacja.
 

 
A My wypalamy się, jak te papierosy.
 

 
Czasem w życiu spotykają nas momenty, których wolelibyśmy uniknąć.
Aczkolwiek nie ma nic gorszego od tego, że znamy prawdę ale cierpliwie staramy się czekać, aż zostanie ona powiedziana na głos.
Od weekendu do weekendu, jesteś raniony.
Wiesz,że osoba którą kochasz kłamie Ci prosto w oczy.
Gdy przyjdzie moment w którym słyszysz jaka jest prawda, a Twoje obawy i przypuszczenia zostały potwierdzone... Coś pęka, z jednej strony cieszysz się,że w końcu to słyszysz a z drugiej zawiodłeś się, że akurat to nie było pomyłką.
Płaczesz i płaczesz...
Wychodzisz i nikt nie idzie za Tobą. Przyzwyczaj się, jesteś dorosły. Musisz sam dbać i pilnować samego siebie.

 

 
'Każdego ranka obiecuje sobie, że ci powiem, ale gdy Cię widzę pękam i jest koniec.'
 

 
Mam inną definicje idealnej pani domu i odpowiada mi ona bardziej, niż ta Wasza.
Powodzenia. Ja już się nie zmienię.
Tak, będę się bronić rękami i nogami, by nie być taka, jaką chcesz bym była na siłę.
Słowa się już nie odpowie, ale to Nasze kolejne rozmowy, które muszę zachować dla siebie.
Chciałabym, się komuś wyżalić, bo czuje się raniona, ale...
No właśnie. ALE nie chce Cię stawiać w złym świetle, bo wierzę że kiedyś będziesz mnie akceptować, gdy tylko zrozumiesz, że On naprawdę jest szczęśliwy i mam w tym wkład, myślę że całkiem spory.

 

 
Jest ciężko, ale trzeba być silną.
Dawać sobie sama radę.
Czasem, po prostu jest lepiej zostać samej. Popłakać się i za kilka minut udawać, że nic się nie stało.
Następnego dnia, odebrać telefon i sprawiać wrażenie silnej, nienaruszonej kobiety.
Kiedyś nie musiałam takiej udawać, ale teraz...
Teraz wszystko się zmieniło, w moim życiu pojawiły się osoby, które jednym zdaniem, potrafią rozbić mnie i moją pewność siebie na kawałki.
Czekam na dzień, w którym się postawię.
Powiem: Stop. Nie przeszkadza mi to, jak wyglądam. Zaczęłam kochać i akceptować siebie. Nie możesz mi wmawiać, że jest inaczej. W tyłku mam to, co oni powiedzą,bo to przecież nie oni będą oglądać mnie codziennie do końca życia i nie muszą mnie kochać.

 

 
Zawsze, jest dobra pora na to, by podnieść się z łóżka i stawić czoła codzienności.
 

 
Wszystko się toczy w takim niemiłosiernym tępię... Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że Ja stoję w miejscu.
Prawdą jest,że obstając w miejscu, cofamy się do tyłu.
Czuje to po sobie.
Jestem spokojna o przyszłość, ale pełna obaw o teraźniejszość.
Dlaczego?
Może sobie nie radzę.
Przecież wiem,jak to wszystko ogarnąć.
Trzeba przysiąść, uprzeć się i działać.
To dlaczego tego nie robię? Nie wiem.
Uciekam.
W końcu w tym jestem najlepsza.Większość życia przed czymś staram się uciec i już wiem, przed czym.
Przed ocenianiem mnie.
Ludzi potrafią się mocno pomylić, oceniając człowieka.
Większość mojego życia, pracowałam nad tym, by zdobyć ludzką sympatię. Udało mi się, ale teraz.
Teraz, wszystko się zmieni.
Wyprowadzam się i to, nad czym tyle się starałam, będzie daleko.
Będę musiała,zacząć odnowa.
Czy nadal potrafię?
Nie mam pojęcia, a odpowiedź na to pytanie uzyskam, za kilka lat.

 

 
Są dni, dzięki którym wierzę w to, że Bóg istnieje i mnie kocha, ale coraz częściej mam ważenie, że mnie opuścił.
Chodź wiem,że to ja Go opuściłam.
Każdego dnia staram się być obojętna, ale jak widać nie jest to w mojej naturze, lubię się przejmować i płakać.
Dlaczego lubię?
Nie mam innego wyjścia, muszę to lubić. Tak zostałam nauczona i w takim środowisku żyję.
W takim, że jeśli ktoś powie mi w oczy,że jestem szmatą, to nie mam prawa się obrazić i sądzić,że jest inaczej.
Już sama się robię taka jak Oni.
Nazywam kogoś "starą pizdą" i wmawiam sobie, że to jest normalne.
Może jest, ale tylko w tym domu.
Jest mi wstyd,za to wszystko. Wiem,że jestem inna i nie pasuję tutaj.
Wiedząc to obawiam się, że już nigdzie nie będę pasować.
 

 
Może rzeczywiście, powinnam podchodzić do tego z dystansem.
Lecz z drugiej strony, nie jest to łatwe.
Nie wszyscy, są w stanie tego zrozumieć, bo nikt tak na prawdę nie wie, jak było. Waham się, czy jestem gotowa, by tak po prostu zacząć opisywać to wszystko.
Nigdy, nie będę do tego gotowa, ale mimo to chcę spróbować.
Spędzając dziś dzień z własną osobą, myślałam o tym,co mam wgl do tego zebrać. Jest tyle sytuacji, które chce mu przedstawić, jak wyglądały z mojej strony.

1.
-Kłamstwa, by móc.
-Podekscytowanie.
-Początki. Pierwszy głęboki "wdech" w owym miejscu.
-"lek" na depresje.
-Poczucie akceptacji.
-Pierwszy kontakt wzrokowy z Dominiką. [*]
-Pierwszy zarobiony towar.
-Poczucie spełnienia.
 

 
To nie jest tak...
Ja, nie boję się, że nie dam rady.
Ja, boję się,że Oni nie będą widzieć tego, że właśnie daje.
Jestem silną, rozważną kobietą i wiem o tym.
Każdego dnia próbuję się zmienić,by było coraz lepiej.
Ale nie jest lepiej, sprzeczam się sama ze sobą.
Każdego dnia patrząc na wszystko co mnie otacza, podświadomość pragnie tego, by się utożsamiać z jedną konkretną osobą.
Osobą, która jest moim przeciwieństwem.
Perfekcja i ład w życiu, nie jest dla mnie obcy, ale...
no sama nie wiem. Jestem inna, nie lubię zbierać każdego śmietka i ustalać dokładny harmonogram mojego dnia.
Lubie spać do późna, a dzień zacząć w piżamie z pół zimną czarną kawą, odziana w stary szlafrok i roztargane kapcie.
Dla niektórych, to może być niedorzeczne, ale nie interesuje mnie to, czy sąsiad zobaczy mnie taką na ogrodzie, gdy wynoszę śmieci.
Może jest to powód do wstydu, a może to jest naturalny widok o poranku <przynajmniej tutaj, gdzie żyje>
Więc w czym problem?
Boję się,że nie będę taka jak Ona.
Perfekcyjna kobieta, z idealnie posprzątanym mieszkaniem, z dobrym obiadem i szerokim uśmiechem.
Mam coraz mniej czasu, by się taką stać.
Szczerze mówiąc, idzie mi pod górkę.
Każde spotkanie w tym gronie sprawia,że czuje się gorsza i mam ochotę wyjść.
Czuje to ciepło na plecach, które jest spowodowane tym, że jestem "skanowana" od cebulki włosa, do czubków paznokci, które ze strasu zatapiały się w pokrowcu mojej komórki.
Jeszcze nigdy, jedna osoba nie pobudzała we mnie, zazdrości,zażenowania,wstydu jak i także sympatii oraz "miłości".
 

 
Straciłam ją...
Zostałam sama w tym okropnym świecie.
Nie mogłam spać, bo wiedziałam, że to już koniec...
Wiem, że Ty też to wiedziałaś...
Nigdy Cię nie zapomnę, obiecuje.